WIADOMOŚCI Uroda

Categories:

Royal Ageless: recenzja kremu anti-aging na noc

Royal Ageless: recenzja kremu anti-aging na noc

Zmarszczki potrafią zaburzyć życie. Wiem coś o tym. Mnie oznaki starości dosięgły tuż po 30-tce i potraktowały bardzo brutalnie. Niestety chyba mam to w genach …

No, ale do rzeczy. Mniej więcej do ukończenia 28. roku życia nie przejmowałam się tak bardzo swoim wyglądem. Upływający czas nie stanowił dla mnie większego problemu, nie stosowałam też żadnych produktów mających „przygotować mnie” na zmarszczki. Raczej normalny krem nawilżający i płyn do demakijażu – to wszystko. Sytuacja, jaka mnie spotkała pewnego dnia, zmieniła jednak moje podejście do tych spraw.

Załatwiałam jakieś sprawy formalne w urzędzie i pani w okienku poprosiła o mój dowód. Podałam jej go, spojrzała na zdjęcie i powiedziała: To pani? W życiu bym pani nie poznała. Ile to było lat temu? Jednak czas robi swoje…

Wmurowało mnie w krzesło. Jak to? Zdjęcie było sprzed około 1,5 roku! To niemożliwe, żebym aż tak się postarzała! Pobiegłam pędem do domu i stanęłam przed lustrem. Pierwszy raz od dawien dawna dokładnie się sobie przyjrzałam. To, co zobaczyłam, trochę mną wstrząsnęło.

Stwierdziłam, że wyglądam na co najmniej 10 lat starszą. Na czole głębokie, poziome linie. Pod oczami sieć pajęczaków, dosłownie sieć, słowo daję. Nad ustami też siatka. Wory pod oczami. Twarz jakaś taka nijaka, pożółkła, bez wyrazu. Skóra wisząca, szczególnie pod oczami i przy brodzie. Wyglądałam staro, źle, niekorzystnie.

Zachciało mi się płakać. Człowiek żyje w pośpiechu, zajęty swoimi sprawami i nawet nie zastanawia się nad tym, że czas upływa i skóra traci na jakości. W moim przypadku postarzałam się w naprawdę szybkim czasie. Po prostu patrzyłam na siebie i widziałam, jak wylewa się ze mnie starość. Musiałam coś z tym zrobić.

Royal Ageless, czyli czas o siebie zadbać

Nie rozmyślałam długo. Ten dzień pozostawił we mnie ślad na zawsze i zmusił do działania. Trzeba było działać, aby ten czas choć trochę „przytrzymać”. Zaczęłam aktywnie szukać sposobu na przywrócenie mojej skórze młodego, zdrowego wyglądu.

Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że starzenie się to proces, którego nie da się całkowicie zatrzymać, ale wiedziałam też, że są produkty, które pomogą ten proces spowolnić.

Dlaczego akurat krem Royal Ageless? Po pierwsze wskazała mi go koleżanka, która zawodowo zajmuje się badaniami klinicznymi w obrębie procesu starzenia się skóry. Po drugie zrobiłam dokładny research w sieci i zapoznałam się z opiniami kobiet, które ten krem na zmarszczki już przetestowały. Efekty były naprawdę widoczne, dlatego elegancki słoiczek z kremem na noc szybko zajął honorowe miejsce w mojej łazience.

Royal Ageless – skład

Moje drogie, po pierwsze i najważniejsze: skład – zawsze zwracajcie na to uwagę (tak, teraz to ja mądra jestem :)). Chodzi mi o to, czy np. produkt nie zawiera jakichś parabenów, sztucznych składników etc. Pod tym względem Royal Ageless Night jest „czysty”. Tworzą go wyłącznie naturalne składniki. Jakie? Kwas hialuronowy, ekstrakt z kawioru, olej z ogórecznika, retinol, olej arganowy, komórki macierzyste opuncji, witamina C, witamina E, alfa-hydroksykwasy.

W porównaniu z innymi kremami anti-aging ten zawiera naprawdę wysoko stężony kwas hialuronowy, a to jest bardzo ważne, bo tylko duże stężenie jest w stanie doprowadzić do tego, że krem przenika głęboko w skórę.

Acha, no i jeszcze ważna rzecz. Monika, czyli ta koleżanka-badaczka, o której wspominałam wcześniej, powiedziała mi, że komórki macierzyste opuncji to składnik przez wielu specjalistów uważany za przełomowy, jeśli chodzi o walkę ze starzeniem skóry. Tłumaczyła mi coś o zdolności tych komórek do dzielenia się i przeistaczania w inne, co ponoć załatwia sprawę wszelkich uszkodzeń na skórze, ale nie umiem tego tak naukowo przedstawić, wybaczcie 😉

Royal Ageless – gdzie kupić?

Ten krem najlepiej zamówić przez internet, na stronie producenta. Ja po prostu uważam, że warto kupować u najbardziej sprawdzonego źródła.

Royal Ageless – efekty

Przyznam szczerze, że dalej jestem lekko zszokowana, chociaż już trochę czasu minęło. Oczywiście na plus! Muszę Wam zdradzić, że nie miałam jakichś wielkich oczekiwań, jednak patrzę w lustro i widzę, że ten krem naprawdę działa.

Nie wiem, czy to zasługa tego wysokiego stężenia kwasu hialuronowego, czy może tych komórek opuncji. Wiem jedno: zmarchy mi się spłyciły! I to jak! Najpierw te na czole, a po jakichś 3 tygodniach zaczęłam widzieć różnicę w pajęczynkach pod oczami. Było ich jakby mniej i ich powierzchnia też się kurczyła. Te nieszczęsne cienie pod oczami mogę już przykryć jedną warstwą podkładu, co znaczy, że też trochę „zelżały”. W ogóle to jak tak patrzę na siebie to widzę, że skóra jest dużo zdrowsza, bardziej błyszcząca, ale tak naturalnie. No i przestała mi wisieć tu i tam, jest jakby bardziej napięta.

Przy stosowaniu tego typu kosmetyków trzeba pamiętać o regularności. Za jednym razem nic się nie zmieni, trzeba codziennie wieczorem, przed snem, w tę skórę delikatnie wklepywać krem. Skrupulatność i systematyczność naprawdę popłaca!

Royal Ageless – opinia

Nie może być inna, niż pozytywna. Naprawdę widzę wielką różnicę porównując to, co było, a to, co jest teraz. Jak patrzę na siebie, to nie mogę powstrzymać uśmiechu, bo wiem, że wyglądam dobrze. Zdrowo, promiennie, po prostu dobrze.

Dziewczyny, te starsze i młodsze też – żyjcie tak, jakby jutra miało nie być, ale pamiętajcie, żeby codziennie wklepywać Royal Ageless 🙂

 


KOMENTARZE

NAPISZ KOMENTARZ DO ARTYKUŁU

opiniotworczy.pl Wszelkie prawa zastrzeżone
Wypowiedzi użytkowników (opinie) nie stanową wypowiedzi serwisu.